Pokazywanie postów oznaczonych etykietą varia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą varia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 maja 2013

Pewex

Nie wiem, gdzie ta reklamówka się uchowała przez tyle lat. Sklepy Pewexu już dawno odeszły w niebyt historii w ślad za jedynie słusznym systemem, a tu proszę, świetnie zachowany relikt przeszłości:

Reklamówka z logiem Pewexu.

niedziela, 14 kwietnia 2013

Cropp: męska damska kurtka

Metka kurtki damskiej kupionej w Croppie. Niby nic szczególnego, poza opisem: "ladies' outer jacket / kurtka męska":

Cropp: ladies' outer jacket / kurtka męska

Na moje niewprawne oko, kurtka jest zdecydowanie damska, ja bym jej nie założył. Pewnie słabo się sprzedawała jako "kurtka męska" i dlatego obniżyli cenę o połowę... ;-)

Producentem kurtki jest LPP S.A., polska firma, właściciel marki Cropp (i jeszcze kilku innych).

wtorek, 9 kwietnia 2013

Na awaryjnych przed karetką?

Wczoraj zwróciłem uwagę na materiał TVN24, w którym kierowca karetki skarżył się na zwykłych kierowców, że nie dość sprawnie zjeżdżają mu z drogi: Chcielibyśmy, by kierowcy umieli reagować, gdy widzą karetkę.

Właściwie pan kierowca ma sporo racji - jeżdżę po tym samym mieście co on i zdarza mi się obserwować, jak karetka na sygnale z trudem przepycha się przez korki. Czasem rzeczywiście kierowcy "zwykłych" samochodów nie potrafią ustąpić karetce, czasem pewnie niektórzy jej nie widzą i nie słyszą (jeśli ja przy zamkniętych oknach słyszę łup-łup-łup z jego radia, to nie ma możliwości, żeby taki kierowca słyszał własne myśli, o karetce nie wspominając), ale czasem zwyczajnie nie mają gdzie uciekać... Chyba każdy, kto usiłował ustąpić karetce stojąc w korku w tunelu pod placem Dominikańskim we Wrocławiu, przyzna mi rację. Miałem tę wątpliwą przyjemność przytulania się autem do ściany tunelu i nie rozumiem, dlaczego karetka pchała się tunelem, zamiast przejechać górą. Miała karetka szczęście, że prawie same osobówki stały.

Tym nie mniej kierowca karetki zdumiał mnie swoją wizją, jak wg niego kierowcy powinni reagować na widok karetki:

poniedziałek, 25 marca 2013

Feliway - moja subiektywna opinia

Feliway to syntetyczny odpowiednik kocich feromonów policzkowych. Ich zapach ma działać na koty uspokajająco, zmniejszać stres i zapewniać poczucie bezpieczeństwa. Tak przynajmniej twierdzi producent i niektórzy weterynarze. Kupiłem kiedyś dyfuzor Feliwaya dla jednego z moich kotów, który bardzo ciężko przeżywał utratę pozycji szefa stada. Więcej tego błędu nie popełnię.

Feliway mojemu kotu nie pomógł, ale o to akurat nie mam pretensji. Liczyłem się z tym. Nie wszystkie koty reagują na kocimiętkę, nie wszystkie szaleją za wskaźnikiem laserowym, więc dlaczego miałbym zakładać, że wszystkie będą się wyluzowywać po nawdychaniu się Feliwaya? Pretensji nie mam, ale odnotowuję raz jeszcze: mojemu kotu nie pomógł.

Pretensje mam jednak o to, że zostałem oszukany.

piątek, 8 marca 2013

Jasnowidz przepowiada, kto będzie papieżem

Jak donosi onet.pl, bardzo wiarygodne źródło sprawdzonych informacji, jakiś polski jasnowidz przepowiada, kto będzie papieżem. Źródłem tej sensacyjnej wiadomości jest tabloid "Super Express", więc informacja musi być prawdziwa:

onet.pl. 2013.03.05 - jasnowidz przepowiada, kto będzie papieżem


poniedziałek, 4 marca 2013

Pełne obciążenie kabiny powoduje jedynie realizacja dyspozycji

Dziwne rzeczy są wszędzie wokół nas. W windzie bloku mieszkalnego zauważyłem instrukcję obsługi z wielce tajemniczym punktem 7., instruującym pasażerów, że pełne obciążenie kabiny powoduje jedynie realizacja dyspozycji:

Pełne obciążenie kabiny powoduje jedynie realizacja dyspozycji.

środa, 27 lutego 2013

SMS-y do "Szkła kontaktowego"

Lubie sobie czasem obejrzeć wieczorem "Szkło kontaktowe" w TVN24. Jakby nie było, jestem przecież wykształciuchem, a to ponoć program dla wykształciuchów. Zdarzało mi się też wysłać kilka razy SMS-y do szkiełka. Były wyjątkowo dowcipne, celnie komentowały wydarzenia... i nigdy nie poszły na antenę. Aż do wczoraj:

TV24, 2013.02.26, Szkło kontaktowe - mój SMS

piątek, 25 stycznia 2013

Prognozy Tauronu są z dupy wzięte (post scriptum)

Post scriptum do historii z prognozami Tauronu i ciągu dalszego z wezwaniami do zapłaty i straszeniem odłączeniem prądu.

Dwa słowa przypomnienia: na okres 2011.09-2012.02 dostałem drastycznie zaniżoną prognozę, co w marcu 2012 r. zaowocowało sporą niedopłatą (700 PLN). Nie chciałem tyle płacić jednorazowo, więc z problemami i groźbami odłączenia, ale udało mi się to rozłożyć na raty w okresie 2012.03-2012.08, a we wrześniu 2012 przyszło kolejne rozliczenie, tym razem z nadpłatą 230 PLN.

Wraz z rozliczeniem przyszła też prognoza na następne pół roku - 1300 kWh. Znowu z dupy wyczarowana, oderwana od moich faktycznych zużyć, drastycznie zaniżona wartość:

środa, 23 stycznia 2013

Prognozy Tauronu są z dupy wzięte (ciąg dalszy)

Ciąg dalszy historii z Tauronem - skończyło się na tym, że sam wyliczyłem sobie miesięczne opłaty i zrobiłem pierwszy przelew.

Miesiąc później dostałem wezwanie do zapłaty. Otóż wg Tauronu miałem do zapłacenia 700 PLN, przelałem tylko 330, więc mam natychmiast dopłacić brakujące 370 PLN. Mało tego, Tauron w wezwaniu zaczął mnie straszyć wypowiedzeniem umowy, odłączeniem prądu, sądem i wpisem do KRD - jeśli nie zapłacę w terminie 14 dni od otrzymania wezwania. Jako podstawę prawną wskazali  art. 6 ust. 3a ustawy "Prawo energetyczne", a odłączenie miało być dokonane niezwłocznie po upływie wskazanego powyżej dodatkowego terminu zapłaty.

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Prognozy Tauronu są z dupy wzięte

Z prognozami jak to z prognozami, czasem się sprawdzają, czasem nie. Nic specjalnego. Dla przykładu taka prognoza pogody - w zeszły weekend TVN prognozował, że przed nami tydzień mrozów, a po weekendzie ocieplenie. To była tak dobra prognoza, że TVN zostawił ją na kolejny tydzień - przed nami tydzień mrozów, a po weekendzie odwilż. Ciekawe, czy ta sama prognoza będzie za tydzień. ;-)

Wszystkie prognozy przebijają jednak prognozy zużycia prądu w Tauronie. Są kompletnie z dupy wzięte i nie mają żadnego związku z rzeczywistością. Nigdy się temu specjalnie nie przyglądałem, przyjmowałem za oczywiste, że raz mam niedopłatę, a raz zwrot. Przychodziło rozliczenie, to płaciłem. Do czasu, aż dostałem do dopłacenia ponad 700 PLN.

czwartek, 17 stycznia 2013

Bezstresowe wychowanie i czerstwe dowcipy

Co jakiś czas zdarza mi się usłyszeć "autentyczną" zabawną historyjkę, której świadkiem miał być czyjś krewny czy znajomy znajomego. Ostatnio była to opowieść o pijanym rowerzyście, który leżał na jezdni, kierowca o mało co go nie przejechał i z zemsty załadował go na pakę i wywiózł gdzieś na drugi koniec Polski, a ów nieszczęsny rowerzysta ocknął się w rowie setki kilometrów od domu. Bla, bla, bla, każdy zna tę historyjkę. Opowiadający zarzekał się, że to jego wuj czy szwagier naprawdę był tym kierowcą. Nie potrafiłem go przekonać, że opowiada miejską legendę, którą znam od co najmniej 15 lat.

Cóż można powiedzieć. Lektura mięsnych na joemonsterze nauczyła mnie jednej zasady: jeśli nie widziałeś czegoś na własne oczy, nie opowiadaj tego jako autentyk*.

Podobnie funkcjonuje legenda o rozpuszczonym, bezstresowo wychowywanym dziecku, jego niewzruszonej matce i reagującym współpasażerze. Wersji jest wiele, jedną z nich zdarzyło się opublikować (niestety, jako autentyk) Joannie Chmielewskiej w swojej autobiografii:

Autobiografia - strona z anegdotą

Fotografia nie jest najlepiej zrobiona, ale treść anegdoty daje się przeczytać. Wszystko przez to, że książka miała miękką klejoną oprawę i trudno było wyprostować stronę. Dodatkowo książka była pożyczona, więc nie chciałem jej przy tym uszkodzić.

Pani Joanny czepiać się jednak nie będę, bo wydarzyło się to w czasach preinternetowych, kiedy sprawdzenie, że jest to miejska legenda, nie było tak łatwe jak dzisiaj.

Autobiografia - strona tytułowa z rokiem wydania

Powyższą fotkę zrobiłem tylko i wyłącznie w celu uwiecznienia roku wydania. Dowodzi ona jednoznacznie, że anegdota funkcjonowała już przed rokiem 1994. Niektórzy twierdzą, że słyszeli ją w latach 80., a nawet 70.

*) Na początku lat 90., a był to czas wymiany kasowników z dziurkujących na drukujące, usłyszałem "autentyczną" opowieść o babci, która nie wiedziała, jak skorzystać z nowego kasownika. Mój dowcipny kolega miał jej powiedzieć, że trzeba włożyć bilet i powiedzieć, dokąd się jedzie, co oczywiście babcia zrobiła. Ha, ha, kupa śmiechu. Niestety, historię tę zdarzyło mi się powtórzyć parę razy jako autentyk, jest mi wstyd z tego powodu, wspomnienie tego występku wciąż mnie prześladuje, choć staram się je wyprzeć :-) Po latach dowiedziałem się z joemonstera, że owa kobiecina przemierzyła kraj wzdłuż i wszerz, pojawiając się we wszystkich możliwych środkach komunikacji publicznej.

wtorek, 15 stycznia 2013

300 wykałaczek

Kupiłem sobie wykałaczki. Właściwie, to trudno się do nich przyczepić... Nie są połamane, pudełko ma dozownik... zwyczajne wykałaczki. Zastanowiła mnie jednak informacja na opakowaniu mówiąca, że jest ich wszystkich dokładnie 300 sztuk. Nie przeciętnie 300, nie około 300, nawet nie 300±10, tylko dokładnie 300 sztuk.

Wykałaczki - 300 szt.

Kto wie, może mają takie kosmiczne urządzenia pakujące, które liczą każdą wykałaczkę z osobna, żeby zapewnić tak dokładną ich liczbę w opakowaniu? Producenci zapałek mogliby się od nich uczyć - oni są w stanie określić co najwyżej przeciętną liczbę zapałek w pudełku.

Sprawdziłem. Policzyłem wszystkie wykałaczki. Nie było ich 300, tylko 297. Niedobór jest niewielki (1%), więc nie ma o co kruszyć kopii (i wykałaczek). Tym nie mniej nie mają kosmicznych urządzeń pakujących.

środa, 2 stycznia 2013

Zapalniczka - nie zapalać w pobliżu twarzy

Na niektórych zapalniczkach można znaleźć takie ostrzeżenie:

Zapalniczka: Nie zapalać w pobliżu twarzy lub ciała.

Przypuszczam, że większość użytkowników zapalniczek to palacze, używający ich do odpalania papierosów. Okazuje się, że takie użycie jest niezgodne z instrukcją obsługi, gdyż ta wyraźnie zabrania zapalania zapalniczki w pobliżu twarzy. Nie da się przecież odpalić papierosa z dala od twarzy? Mało tego, nie da się w ogóle zapalić zapalniczki z dala od dłoni, która w moim rozumieniu anatomii jest częścią ciała. Zastanawiam się teraz, jak i do czego można używać zapalniczek z taką instrukcją?

niedziela, 30 grudnia 2012

Absurdalny adres email: lg-gp-gddp@

Na ten billboard natknąłem się dawno temu i po prostu musiałem go sfotografować. Niestety, pod ręką miałem tylko jakiś ówczesny telefon komórkowy, więc jakość zdjęcia jest taka, jak widać:

Billboard - dawno temu, gdzieś we Wrocławiu.

Do dzisiaj nie wiem, co mogły oznaczać "lg" i "gp" w adresie. "L" pewnie od laboratorium, ale reszta?

Nie udało mi się jednoznacznie ustalić daty (lub choćby roku) zrobienia zdjęcia. Wikipedia twierdzi, że GDDP (nazwa widoczna na górze billboardu) została zlikwidowana, czy raczej przekształcona w GDDKiA, w 2002 roku, a nie wydaje mi się, żeby to zdjęcie było aż tak stare. W oryginalnym pliku nie ma metadanych Exif, ale rozdzielczość 640x480 pasuje mi do Nokii 6230 z aparatem 0,3 Mpx, zatem zdjęcie może pochodzić z lat 2004-2005.

piątek, 28 grudnia 2012

Szef Obsługi Destynacji

Wpadła mi kiedyś w ręce wizytówka "Szefa Obsługi Destynacji". Ręce opadają, szefa obsługi czego? Destynacji? A cóż to takiego, ta destynacja? Nie można było nazwy stanowiska po polsku napisać, musi to być taki potworek? Jeśli anglicyzmy mają tu podnosić rangę stanowiska, to już lepiej tę nazwę po angielsku napisać, Destination Manager czy coś podobnego. Więcej punktów do lansu wpadnie, a przy okazji nie będzie tak głupio wyglądało, a przynajmniej nie tak bardzo, jak teraz.

Nad manierą Pisania Wszystkiego Wielką Literą nie mam już siły się pastwić, dla porządku tylko wspomnę, że zgodnie naszą ortografią (naszą, nie angielską), nazwy stanowisk pisze się małą literą.

Przyznam się też, że w pierwszej chwili przeczytałem "destylacji". Albo mózg spłatał mi figla, idąc na skróty i podstawiając mi słowo znane w miejsce nieznanego, albo mam problem i wszystko mi się z wódką kojarzy.

Itaka - Szef Obsługi Destynacji
Itaka - wizytówka Szefa Obsługi Destynacji

Za drugim podejściem naszła mnie refleksja, że może to żart? Przecież na poważnej wizytówce byłby dyrektor, kierownik, menadżer, specjalista, ale nie szef. Może między sobą, w branży turystycznej, miejsca docelowe nazywają destynacjami i Szef Destynacji to taki żartobliwy tytuł?

Niestety, ta wizytówka jest na serio. Oni naprawdę tak nazywają swoje stanowiska i to nie w jednej firmie, ale w całej branży turystycznej. To nie są dla nich jakieś branżowo-gwarowe określenia, tylko całkowicie oficjalne nazwy. Chyba muszę się napić, pójdę coś przedestylować.


niedziela, 23 grudnia 2012

Randomalny blog - niemal od dekady

Ja wiem, że to starsze od węgla: przycisk "Randomalny blog" na onecie. Ilekroć go widzę, nie mogę się nadziwić dwóm rzeczom. Jak w ogóle można było użyć takiego potworka i dlaczego on wciąż tam wisi?

blog.onet.pl

Blogi na onecie działają od lutego 2004 roku i, o ile dobrze pamiętam, ten randomalny przycisk jest od początku, czyli prawie od 9 lat. W zaokrągleniu niemal od dekady.

piątek, 21 grudnia 2012

Ho ho fucking ho

Jak co roku jesteśmy świadkami inwazji coca-colowych Santa Clausów zawłaszczających święta. Ja z dzieciństwa pamiętam, że św. Mikołaj przynosił dzieciom prezenty 6 grudnia i wcale nie wyglądał jak otyły, przerośnięty krasnal. Strój co prawda miał już najczęściej czerwony, ale na głowie miał jeszcze biskupią infułę, a nie czapkę z pomponem. W święta zaś pod choinką były prezenty od Gwiazdki, Gwiazdora, Dzieciątka lub Aniołka - w zależności od regionu. U mnie akurat była to Gwiazdka. A teraz? Teraz chce się, wzorem Tewjego, zapytać: a tradycja?

Tradycja to dąb, który tysiąc lat rósł w górę. Niech nikt kiełka małego z dębem nie przymierza! Zatem wielbiciele Santa Clausa, stick yer Christmas up yer arse:


Na marginesie: Ho ho fucking ho jest powszechnie nieprawidłowo przypisywana Monty Pythonowi. Autorem jest australijski komik Kevin Bloody Wilson, który nagrał ją w 1996 r. na płycie Kev's Kristmas.

czwartek, 20 grudnia 2012

UPC - rachunek na ekranie TV

Siedzę sobie w domu, oglądam telewizję (a co, mam prawo się odmóżdżać w wolnych chwilach), a tu nagle UPC postanawia uprzejmie mi przeszkodzić i, wcale nie nachalnie, proponuje obejrzenie rachunku za TV:

UPC - propozycja obejrzenia rachunku

Do diabła, UPC, czy fakt wystawienia kolejnego rachunku jest naprawdę tak ważny, żeby wywalać mi ten komunikat na pół ekranu? Zalegam wam z płatnościami, żebyście mnie tak molestowali? Płacę przecież regularnie i terminowo, zgodziłem się na elektroniczne faktury, żebyście nie musieli mi makulatury przysyłać*, nawet mailem dostaję od was powiadomienia o nowych rachunkach, chociaż (jak się okazało) wiąże się to z obligatoryjnym dostawaniem spamu marketingowego od czasu do czasu. Naprawdę musicie mi jeszcze w oglądaniu TV przeszkadzać? SMS-a mi jeszcze przyślijcie, na wypadek gdybym nie zauważył tej nachalnej planszy i, na wszelki wypadek, każcie telemarketerowi do mnie zadzwonić z przypomnieniem.

Z tych mailowych przypomnień to chyba zrezygnuję, bo ich nieprzewidywalność nijak mi nie pomaga w terminowym płaceniu. Fakturę wystawiacie na początku miesiąca (taka przynajmniej jest data wystawienia), w systemie jest widoczna mniej więcej w połowie miesiąca (czasem wcześniej, czasem później), a maila wysyłacie gdzieś między 14. a 20. Co mi po mailu 20., gdy termin płatności mija 21?

*) UPC korzysta (lub korzystało, teraz nie dostaję faktur pocztą, więc nie jestem na bieżąco) z usług InPostu, więc przesyłki dociążali najpierw metalowymi płytkami, a później makulaturą udającą notatniki.

2013.01.05 Aktualizacja
Wciąż nie dostałem powiadomienia o wystawieniu faktury za grudzień, pewnie im się zapomniało. Pamiętali za to o wysłaniu spamu reklamowego.

2013.01.14 Aktualizacja
Dostałem powiadomienie o fakturze za styczeń, grudniowe definitywnie zaginęło.


poniedziałek, 17 grudnia 2012

Przechowywać w temperaturze otoczenia

Znalezione na etykiecie fasolki po bretońsku z Pudliszek: przechowywać w temperaturze otoczenia. Zaraz, zaraz, czegoś tu nie rozumiem. Przecież gdzie bym tego słoika nie schował na przechowanie, wszędzie będzie on w temperaturze otoczenia. W lodówce panuje temperatura otoczenia ok. 4°C, w zamrażalniku pewnie z -10°C, na balkonie waha się od -20°C do 40°C, w zależności od pogody, pory dnia i roku.

No dobra, można by uznać, że "temperatura otoczenia" to to samo, co "temperatura pokojowa". Wtedy pozostaje jeszcze niezgodność z zaleceniami napisanymi po angielsku: store in a cool dry place*, czyli po prostu przechowywać w suchym i chłodnym miejscu. Nie można tak napisać po polsku? Będzie i krócej, i bardziej zrozumiale.

Pudliszki, fasolka po bretońsku

Z ciekawości zajrzałem do spiżarni, żeby sprawdzić inne gotowce i przetwory z Pudliszek. Znalazłem puszkę groszku konserwowego i słoiczek koncentratu pomidorowego - na obu jest to samo, przechowywać w temperaturze otoczenia.

*) dla korzystających z translatorów: trzymać w zajebistym wytrawnym miejscu ;-)

środa, 12 grudnia 2012

Maile oddziałów straży gminnych (miejskich)

Przy pisaniu poprzedniego posta o "urzytecznym" newsie z Polsatu szukałem dodatkowych informacji o strażach gminnych (miejskich). Chodziło mi przede wszystkim o sprawdzenie, ile jest straży miejskich, ile miejsko-gminnych, a ile gminnych. Przy okazji znalazłem na stronach MSW zestawienie danych teleadresowych oddziałów straży. Muszę przyznać, że to ciekawa lektura, zwłaszcza jeśli chodzi o ich adresy mailowe.

Nie chce mi się ich liczyć, ale wydaje się, że większość adresów jest w domenach urzędów - takie tam zwyczajne sm@gmina.pl czy straz_miejska@um.miasto.pl. Nuda. Niektóre mają własne domeny, np. SM w Wołominie: kontak@strazmiejskawolomin.pl. Spora część ma jednak adresy mailowe w darmowych domenach (!), w niemal wszystkich możliwych, np.:
  • SM w Krynicy-Zdroju: sm.krynicazdroj@op.pl
  • SM w Limanowej: strazmiejska@interia.pl
  • SM w Kłodzku: sm-klodzko@o2.pl
  • SM w Świdnicy: strazmiejska.swidnica@vp.pl
  • SM w Kutnie: strazmkutno@poczta.onet.pl
  • SM w Tomaszowie Mazowieckim: smtm@post.pl
  • SM w Tuszynie: sm-tuszyn@neostrada.pl
  • SM w Kartuzach: strazmiejskakartuzy@gazeta.pl
  • SM w Lęborku: sobisz@wp.pl
  • SG w Starej: straz.gminna@poczta.fm
  • SM Krapkowice: smkrapkowice@onet.eu
Niektóre maile wyglądają na prywatne adresy komendantów:
  • SM w Krzeszowicach: janusz.mitka@op.pl
  • SM w Wadowicach: boguslawbranka@op.pl
Są też maile w domenach prywatnych firm (domena straz-miejska.pl też należy do prywatnej firmy):
  • SM Bytom Odrzański: bytomodrzanski@tercom.pl
  • SM w Rudzie Śląskiej: straz@ruda-sl.dt.pl
  • SM w Wodzisławiu Śląskim: wodzisław@straz-miejska.pl
  • SM w Kolnie: strazmiejska@kolno.home.pl
Niektóre adresy są zastanawiające:
  • SM Kudowa Zdrój: kryzys@kudowa.pl
A niektóre żenujące (dobrze, że nie @buziaczek.pl):
  • SM w Radomsku: smradomska@hot.pl
Ten jest całkiem zabawny (szkoda, że nie szeryf@):
  • SM Czerwieńsk: szef@czerwiensk.pl
A ten pomysłowy (986 to nr tel. alarmowego straży):
  • SM w Lublinie: sekretariat@986.pl
Ale moim ulubieńcem, przebijającym wszystkie pozostałe, jest ten adres:
  • SM Darłowo: heniek52@go2.pl
Pozdrawiam pana Heńka z Darłowa! ;-)